Z jednego produktu do kompletnej biblioteki cyfrowej
Jeden fizyczny przedmiot rodzi siedem typów zasobów: zdjęcia, przezroczyste PNG, model 3D, rysunek, dane, opisy i materiały AR. Publikacja rusza dopiero, gdy komplet jest kompletny.

Produkt w sklepie internetowym to nie zdjęcie. To komplet powiązanych zasobów, z których każdy powstaje w innym miejscu warsztatu — a brak jednego elementu psuje całość równie skutecznie jak brak wszystkich.
Problem
Zasoby powstają w różnym czasie i różnymi drogami. Zdjęcia po sesji, model 3D przy okazji projektowania opakowania, dane techniczne w arkuszu u kogoś na dysku, opisy pisane na ostatnią chwilę. Efektem są karty produktów, w których brakuje akurat tego, czego szuka klient.
SKU jako oś
Cała konstrukcja opiera się na jednym założeniu: identyfikator produktu jest nadawany przed pierwszym zdjęciem i pojawia się wszędzie — w nazwie pliku, w katalogu, w metadanych, w nazwie modelu. To nudna decyzja organizacyjna, która rozwiązuje więcej problemów niż jakiekolwiek narzędzie.
Bez niej każdy etap wymaga ręcznego przypisania zasobu do produktu, a przy kilkuset pozycjach to jest praca na kilka dni i źródło pomyłek.

Siedem zasobów
- Zdjęcia — komplet ujęć według listy dla danej kategorii.
- PNG z kanałem alfa — te same ujęcia bez tła, do kompozycji i banerów.
- Model 3D — ze skanu albo z CAD, w formacie wymiennym i lekkim do przeglądarki.
- Rysunek techniczny — rzuty z wymiarami, generowane z modelu.
- Dane — wymiary, materiał, masa, normy; jedno źródło prawdy zamiast trzech arkuszy.
- Opisy — generowane z danych i weryfikowane przez człowieka.
- AR — lekki model do podglądu we wnętrzu.

Opisy generowane, nie wymyślane
Model językowy dostaje wyłącznie dane techniczne i szablon. Nie ma prawa dodać cechy, której nie ma w danych — to reguła, nie sugestia w prompcie, bo weryfikacja odbywa się automatycznie: każda liczba w opisie musi występować w danych źródłowych.
Bez tego ograniczenia model dopisuje „wysokiej jakości mosiądz” do produktu, przy którym nikt nie podał materiału. Przy karcie produktu to nie jest ozdobnik, tylko informacja handlowa, za którą się odpowiada.
Kontrola kompletności jako bramka
Ostatni krok przed publikacją sprawdza, czy komplet jest pełny. Brak jednego zasobu blokuje publikację i wskazuje, czego brakuje oraz kto to robi. Nie jest to ostrzeżenie — jest to blokada, bo ostrzeżenia w takich systemach są ignorowane po tygodniu.
Wynik
Przygotowanie kompletu dla nowego produktu zajmuje ułamek czasu, jaki zajmowało wcześniej, a największa oszczędność nie leży w automatyzacji pojedynczych kroków, tylko w wyeliminowaniu szukania. Zasób istnieje albo nie istnieje — i widać to w jednym miejscu.

